Blog > Komentarze do wpisu

Dzień II. Seks to energia

"Każdy człowiek musi w sobie samym odpowiednio rozegrać te energie, które drzemią w jego zmysłowości i uczuciowości, tak aby stały się one sprzymierzeńcami w dążeniu do prawdziwej miłości, mogą bowiem być, jak wiadomo, także jej wrogami. Ta umiejętność czynienia potencjalnych wrogów sprzymierzeńcami jest może bardziej jeszcze znamienna dla istoty opanowania oraz cnoty czystości niż sama "czysta" powściągliwość." [s.178]

Tak, seks to energia. Szkoda ją marnować. Lubię taki fragment jednej z piosenek Maanamu: ogień w kominie spala się bezpiecznie. Wydaje mi się, a nawet jestem pewny, że nie należy tłumić tej energii. Zresztą, psychoanalizy często zarzucają naszej religii zamiar tłumienia seksualności, który potem zamienia się w niekontrolowane zachowania wychodzące z podświadomości. Lepiej być świadomym siebie. Tyle tylko, że o ile ogień potrzebuje komina, seks potrzebuje silnej woli i pracy nad sobą, która buduje w nas cnotę. A cnota to przyzwyczajenie do czynienia dobra. Dobra wyrażonego w miłości, w przyjaźni, w akcie seksualnym. Dobra. Przecież jesteśmy cali seksualni. Więc w każdym akcie i tak ta energia jest obecna, więc lepiej, aby była sprzymierzeńcem.

Postanowienie: więcej seksu. No dobra, nie chodzi o nakręcanie się, ale o wykorzystanie naszej seksualności jako sprzymierzeńca. Masz pomysł?

sobota, 24 kwietnia 2010, prorekolekcje